Mary's serwis - Dziennik Core'owego gracza

Cóż jak widzę moje dalsze życie... plany mam już od dawna, więc może tego wielkiego przełomu tak nie odczułam. Tak jak doskonale wiecie za dwa lata wychodzę za maż i to właśnie miłość, stworzenie rodziny i domu jest dla mnie najważniejsze...
dodatkowo... tak tak dodatkowo chcę podjąć pracę i studiować moją ukochaną polonistykę nie twierdzę, że jest to dla mnie mniej ważne niż związek z B., jest ważne inaczej, chyba stanowi bardziej tło, ale bez tła nie byłoby całości...
teraz zaangażowałam się w "budowanie" naszego gniazdka, powoli, powoli zaczynam organizować nasz ślub... tak więc przeżywam cudowny okres w życiu i dobrze mi z tym maturki mam nadzieję wszystkie pozdawane, na UŚ mam nadzieję się dostanę... pozostaje mi znaleźć pracę i będzie to jak na razie dla mnie bardzo ustabilizowana sytuacja czas szaleństw mam już chyba za sobą... nie chce nic zmieniać, jest mi tak dobrze Priorytetem jest dla mnie szczęśliwa rodzina... i to szczęście będzie dla mnie zawsze najważniejsze

Pytanie do Werki:
No to ja też tak bardzo przyszłościowo...
Czym dla Ciebie jest małżeństwo? Czego szukasz u boku mężczyzny i czy Twój partner spełnia wszystkie Twoje oczekiwania? Jak widzisz siebie w roli żony i matki, czego oczekujesz? Jakie masz plany na najbliższe załóżmy 5 lat... czy masz jakąś wizję siebie, swojego związku, swojej rodziny?



Gerry van Gerwen nie ma zbyt łatwego życia. Holenderski manager teamu Milram już udał się na poszukiwania nowego sponsora począwszy od sezonu 2011.

Dotychczasowy sponsor główny, koncern mleczarski „Nordmilch”, zapowiedział co prawda, że nadal będzie wspierać jedyną niemiecką drużynę ProTour, ale nie w tak znacznym stopniu, jak to miało miejsce do tej pory.

I choć van Gerwen nie traci optymizmu, jeśli chodzi o znalezienie nowego partnera, to jednak nie wiadomo, czy w przyszłym sezonie niemieckie kolarstwo będzie miało swojego przedstawiciela drużynowego w najwyższej lidze.

-Oczywiście, szukamy. Mam jednak nadzieję, że w dalszym ciągu będziemy niemieckim teamem. W Niemczech jest wiele sponsorów, jest wiele widzów. Nie zawsze kibice stoją wzdłuż trasy, ale śledzą wyścigi w telewizji czy w internecie. W Niemczech doszło do pewnej transformacji. Wcześniej kolarstwo było sportem dla biednych. Teraz każdy, kto jeździ na rowerze jest cool. Kolarstwo w Niemczech ma sporą przyszłość. My powinniśmy być jego częścią-powiedział van Gerwen.

W piątek w Dortmundzie odbyła się prezentacja 24-osobowego składu „krówek” na sezon 2010. Motto na ten rok: powrót do korzeni, nauczyć się kolarstwa na nowo. Zeszłoroczne prognozy van Gerwena – przypomnijmy, chodziło o minimum 25 zwycięstw w sezonie – nie sprawdziły się. Dlatego van Gerwen postanowił pokazać swoim podopiecznym, że kolarstwo to nie tylko miłe spędzanie czasu, lecz też praca zarobkowa.

W tym celu od tego roku będzie działać zaostrzony katalog kar. Za spóźnienie się na śniadanie, obiad czy kolację kolarze będą musieli zapłacić 25 euro. Dochód z takich „kar” zostanie przeznaczony na wsparcie finansowe tzw. SOS-Kinderdorf. Projekt polega na budowie i pielęgnacji w Afryce specjalnych ośrodków wychowawczo-edukacyjnych dla dzieci.




Tak, mam. Genralnie marze o zyciu dajacym mi poczucie bezpieczenstwa, bycia na swoim miejscu, w zgodzie i harmonii z otoczeniem. Miec prace, do ktorej ide z przyjemnoscia nie liczac godzin, szefow, ktorych szanuje a ktorych sie nie boje, moj DOM: miejsce bedace bezpieczna ostoja dla mojej rodziny. Partnera, z ktorym mam zdrowa relacje oparta na wspolnych wartosciach i z ktorym zwiazek jest silniejszy od wszystkiego innego.
Czy to jest nierealne?


No jest realne ale nie koniecznie to moze wynikac z tego, ze wszystko takie faktycznie super by bylo, ale z naszego postrzegania.
Jakie mamy potrzeby? Fizyczne, umyslowe i duchowe ( nie koniecznie religijne , wiem , ze jestes niewierzaca).
Albo mozna podzielic na osobisto-rodzinne czyli partner i dziecko , intelektualno-zawodowe, spoleczne.
Ja mam umysl scisly i podchodze do zycia analitycznie i zadaniowo, co w moim przypadku powoduje, ze uporzadkowanie jest dla mnie kluczowe by opanowac sytuacje i zidentyfikowac problem. Ktos inny ma inne sposoby ale i tak w sumie dochodzimy do tego, ze na pewne sprawy mamy wplyw duzy , a na inne mniejszy albo zaden. Jak juz sie rozezna co do jakiej grupy nalezy to mozna poprawic to co sie da, ale nie ma za bardzo innego wyjscia jak zaakceptowac pozostale.
Pytanie na ile chcesz /mozesz pewne rzeczy zaakceptowac takie jakimi sa.
Bo partnera nie zmienisz, mozesz cos tam wypracowac ale efekt moze Cie tylko czesciowo usatysfakcjonowac .
Nad praca mozesz popracowac, masz potencjal, troche szczescia i odwagi Ci mysle potrzeba, ale jednak duzo zalezy od Ciebie. Przyjaznie? Mysle, ze masz tez na to duzy wplyw.
To wymaga cierpliwosci, czasu i pewnej elastycznosci i otwartosci. Bo nie musi sie wszystko potoczyc wg naszego marzenia i scenariusza , co nie znaczy, ze w zlym kierunku. Mysle, ze czesto nasze rzeczywiste pragniena sie krystalizuja bardzo powoli , ale od czegos trzeba zaczac.
Wazne jest snucie realnych planow i akceptacja swoich ograniczen jakiekolwiek one by nie byly.
To nie jest latwe co doswiadczylam sama na sobie.
Latami snulam plany, mialam cele i ambicje. Dlaczego czuje sie nie spelniona zawodowo i ogolnie ambicjonalnie ( bo to jest moj problem) ?
Bo moje plany byly nierealne, gdyz nie uwzglednilam swojego ograniczenia jakim jest slabe zdrowie. I gonilam za czyms co bylo niemozliwe do spelnienia w zalozonym czasie, gdyz mam znacznie mniejsza fizyczna wydajnosc od przecietnej osoby w moim wieku. Ograniczona fizycznosc moze ograniczac w pewnym stopniu wykorzystanie swoich mozliwosci intelektualnych . Bo jak boli pol dnia to nie ma mozliwosci by sie skupic nad lektura na przyklad. Czy wysiedziec na wykladach . Bo nie o okresowym bolu mowie ale prawie codziennym od lat wielu.
Dopiero niedawno do mnie zaczelo docierac , ze musze zweryfikowac moje plany, gdyz niemoznosc realizacji poprzednich niesie tylko ciagla frustracje.

Samo pogodzenie sie z tym jak jest daje juz pewna ulge, bo odchodzi rozpamietywanie i szarpanie sie z tym, ze przeciez mialo byc inaczej. Jest jak jest i moze warto sie zastanowic co mozna pozytywnego z tego "wyciagnac".
Szukanie szczescia, poczucia bezpieczenstwa i satysfakcji to cos do czego sie dazy przez cale zycie, dzis jest w porzadku jutro sie moze zmienic.
Chaton, pytanie jak gleboko lezy to co powoduje , ze masz poczucie, ze Twoje zycie jest byle jakie.
Czy jestes w stanie zaczac dzialac juz, krok po kroku , czy potrzebujesz jeszcze dalszej psychoterapii by zrozumiec glebiej pewne mechanizmy swojego postrzegania i myslenia.

Mam swiadomosc , ze popisalam tu same oczywistosci i banaly, byc moze zupelnie bezuzyteczne.
Ale o ta zdolnosc i chec do akceptacji pewnych rzeczy mi tu glownie chodzi, ktore to wplywaja na nasze pozytywniejsze postrzeganie swiata.